aaa4
Dołączył: 30 Sie 2018
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Pią 11:06, 14 Wrz 2018 Temat postu: |
|
|
Sprobowal sie poruszyc. Skrzywil sie z bolu.
-Ale boli...
Powstrzymala go, kladac reke na ramieniu.
-Nie probuj sie ruszac. Musimy zabandazowac rane - powiedziala na pol gniewnie, a na pol z ulga. Ulozyl glowe wygodniej na jej kolanach.
-Nie rusze sie, chocby mi dawali pol Ksiestwa. Spojrzala na niego nagle poirytowana.
-Co ci przyszlo do glowy, zeby tak bez opamietania rzucac sie na nieprzyjaciela? Rolandowi zrobilo sie glupio.
-Tak naprawde, to potknalem sie na schodach i nie zdazylem wyhamowac.
Dotknela policzkiem jego czola. Stojacy obok Amos zasmial sie tubalnym glosem.
-Lzesz jak najety, ale ja i tak cie kocham - powiedziala miekko.
Arutha wstal, wzial Amosa pod reke i odszedl, zostawiajac Rolanda i Carline samych. Za rogiem wpadli na bylego jenca Tsuranich, Charlesa, ktory spieszyl z woda dla rannych. Arutha zatrzymal go.
Na nosidlach wisialy dwa ogromne wiadra z woda. Charles byl caly ublocony i krew plynela mu z kilku niewielkich ran.
-Co ci sie stalo?
Na jego twarzy pojawil sie szeroki usmiech.
-Dobra walka. Skoczyc w dziura. Charles dobry wojownik.
Byly zolnierz Tsuranich byl blady i chwial sie lekko na nogach. Arutha stal oniemialy. Po chwili dal mu znak, ze moze odejsc. Charles wesolo pobiegl przed siebie. Arutha zwrocil sie do Amosa.
-Czy rozumiesz cos z tego? Amos zachichotal.
-Wiele razy mialem do czynienia z lobuzami i kanaliami wszelkiej masci, Wasza Wysokosc. Niewiele wiem o Tsuranich, ale opierajac sie na swoim doswiadczeniu, jestem pewien, ze mozesz na niego liczyc.
Arutha przygladal sie z daleka, jak Charles, nie zwazajac na wlasne zmeczenie i rany, roznosi wode wsrod rannych.
-To nie byle co... Skoczyl do tunelu, chociaz mu nikt nie kazal. Bede sie musial powaznie zastanowic nad sugestia Martina, aby wlaczyc Charlesa do sluzby.
Poszli dalej. Arutha chodzil po dziedzincu i dogladal, czy ranni maja wlasciw
Post został pochwalony 0 razy
|
|